Kancelaria Premiera zakończyła kontrolę w Głównym Urzędzie Statystycznym. Wyniki są tak porażające, że premier Donald Tusk zdecydował się o sprawie powiadomić Centralne Biuro Antykorupcyjne.  Opisanych nieprawidłowości jest tak dużo i są one tak bezczelne, że proponuje osobiście przeczytać tych 16 stron wyników kontroli.

Jednak najbardziej skandaliczne jest to, że etatowi pracownicy GUS mieli podpisane opiewające na dziesiątki tysięcy umowy zlecenia, a tam wpisane te same obowiązki co te wynikające z umowy o prace. Przykładem skandalicznym jest osoba rzecznika prasowego GUS Władysława Łagodzińskiego. Nie trzeba być wielkim filozofem, aby wiedzieć, że człowiek na tym stanowisku udziela wywiadów, reperezentuje urząd w mediach, odpowiada na pytania dziennikarzy, czy organizuje konferencje prasowe. Okazuje się jednak, że w GUS ta sytuacja była trochę inna, a sam Łagodziński miał podpisaną dodatkową umowę zlecenie właśnie na m.in. udzielanie wywiadów, czy organizacje konferencji prasowych. W ten sposób zarobił extra 60 tys. zł! Przeciętny nauczyciel (ok. 3 tys. zł pensju brutto), aby zarobić tyle pieniędzy musi pracować prawie 2 lata! Nie wspominając już o zwykłych policjantach, czy innych przedstawicielach budżetówki. I tu należy zadać pytanie: Jakie obowiązki do wykonania ma rzecznik GUS, że zarobił takie pieniądze?! Czy naprawdę jest codzienne zasypywany przez dziesiątki dziennikarzy złaknionych informacji na temat statystyk opracowywanych przez urząd? Szczerze wątpie.  

Sprawa Łagodzińskiego nie była odosobniona. Takich szokujących przykładów niegospodarności i rażących uchybień w zarządzaniu urzędem. Ciekawy jestem, czy prezes GUS okaże się człowiekiem honoru i zrezygnuje z funkcji, czy też zostanie odwołany ze stanowiska. Jednak odejść powinien nie tylko on, ale także wszyscy ci, którzy w wątpliwy sposób wyciągnęli z urzędu pieniądze. Zobaczymy, czy tak rzeczywiście się stanie. Chociaż sam w tej sprawie jestem pesymistom. Niestety patrząć na sytuację w naszym kraju i bezkarność niektórych urzędników państwowych, spodziewałbym się zesłania ich na jakiś „skromny etat” za kilka tysięcy złotych.

Jednak szokujące jest jeszcze coś innego. Kierownictwo GUS było tak bezczelne, że poprosiło kancelarię premiera o przyznanie na 2011 r. dodatkowych 10 mln zł! Na szczęście pieniędzy urząd nie dostał. Uff. To jest w końcu jakis pozytyw całej sprawy. 

Każdy może przeczytać jakie nieprawidłowości kontrolerzy odkryli w GUS: http://bip.kprm.gov.pl/g2/2011_01/3950_fileot.pdf

Artykuł w „Rzeczpospolitej” Izabela Kacprzak i Piotr Nisztor: http://www.rp.pl/artykul/16,601966.html